Przejdź do głównej zawartości

ZUS otwiera portal czasowy

 

Podanie o emeryturę z przyszłości

W budynku ZUS-u przy ulicy Pędzichów panował klimat wiecznego poniedziałku. Neon nad wejściem migotał, jakby też cierpiał na wypalenie zawodowe, a wewnątrz echo obcasów niosło się korytarzami, odbijając się od szafek na dokumenty z minionej epoki. Na drugim piętrze, w pokoju numer 27, urzędniczka Halina Przypałek siedziała przy swoim biurku jak wyrocznia. W jednej ręce trzymała dziurkacz, w drugiej świadczenie rentowe. Jej fryzura z lat 80. nie uznała przemijania czasu.

To właśnie Halina dostała polecenie przetestowania nowego systemu cyfryzacji akt emerytalnych, który, jak głosiła broszura, "koryguje nie tylko błędy, ale i bieg czasu". Wszystko dlatego, że pewien nadgorliwy informatyk zlecił podwykonanie jednej funkcji... Instytutowi Fizyki Teoretycznej PAN.

– Co za idiota podpisuje zlecenie na kwantowy silnik przeliczeniowy do ZUS-u? – mruknęła Halina, klikając w przycisk oznaczony niepokojącym symbolem: zegar z nieskończonością w tle.

I wtedy to się stało.

Z monitora buchnęła niebieskawa poświata, a sufit zawibrował lekko, jakby ktoś odkurzał rzeczywistość od drugiej strony. Drzwi do pokoju 27 zatrzeszczały i nagle rozwarły się z impetem. Do środka wpadł starzec w mundurze z czasów napoleońskich i wykrzyczał:

– Jestem tu po moje zaległe świadczenie wojskowe! Marszałek obiecał dodatek za Austerlitz!

Halina podniosła wzrok znad klawiatury i zmrużyła oczy.

– Numer PESEL?

Starzec zamrugał.

– Co to, u licha, jest PESEL?

Na korytarzu rozległy się krzyki. Do budynku zaczęli wchodzić ludzie w przedziwnych strojach: łowczyni mamutów z epoki kamienia, mnich trzymający indeks z datą 1347, pielęgniarka z przyszłości ze skanerem genetycznym zamiast legitymacji.

System nie tylko przywracał dane historyczne. Otworzył portal czasowy.

A w ZUS-ie nikt nie był gotowy na obsługę emerytury rozciągniętej na całą linię czasu.

Halina sięgnęła po telefon.

– Centrala? Potrzebujemy nowego formularza. Takiego dla ludzi, którzy jeszcze się nie narodzili.

Po drugiej stronie była cisza. Ale gdzieś w głębi systemu, w serwerowni zainstalowanej nad kantyną, sztuczna inteligencja ZUS-u zaczęła analizować możliwość przyznania trzynastej emerytury... dla neandertalczyka.

To był dopiero poniedziałek.

  Zasiłek dla faraona

Na korytarzu ZUS-u już nie panował chaos. Chaos odszedł na emeryturę, jego miejsce zajął entropijny festyn. Ludzie z każdej epoki formowali kolejki według własnych zwyczajów. Grecy ustawiali się alfabetycznie, Rzymianie według numeru legii, a przedstawiciele przyszłości teleportowali się co pięć minut, co wprowadzało zamieszanie w systemie kolejkowym.

Halina, kobieta, która w swoim życiu przetłumaczyła więcej pieczątek niż niejeden tłumacz przysięgły, postanowiła działać. Wydrukowała własnoręcznie tabliczki z napisami: „Epoka Kamienia Łupanego, pokój 18”, „Średniowiecze, korytarz C, za automatem z kawą” i „Przyszłość, proszę czekać, jeszcze jej nie ma”.

Z sali 12 wyszedł mężczyzna z hieroglificznymi tatuażami na ramieniu. Trzymał w ręku zaświadczenie z napisem: „Przyznano zasiłek pogrzebowy – 1289 r. p.n.e.”

– Udało się – uśmiechnął się z dumą. – A już myślałem, że trzeba będzie odprawiać rytuał z mumią.

– Wszystko można, jak się ma pieczątkę – rzuciła Halina z dumą i wzięła kolejny formularz E-PON.

Tymczasem sztuczna inteligencja systemu, zwana „ZUSia”, zaczęła wykrywać anomalie. Każdy wniosek musiała przeliczyć w kilku wersjach czasoprzestrzennych. Jedna osoba potrafiła być równocześnie 24-latkiem, 85-latkiem i pośmiertnym hologramem w wieku 207 lat. System się grzał, wentylatory warczały, a ekran raz po raz wyświetlał komunikat: „Czy klient jest nadal żywy? Wybierz TAK/NIE/NIE WIEM/NIE BYŁ JESZCZE”.

Wtedy na scenę wkroczyła Pani Wanda z kadr. Zobaczywszy starogreckiego filozofa próbującego podbić wniosek filozoficznym młotkiem, klasnęła w dłonie.

– Czas na zebranie kryzysowe! – zawołała.

Zebrali się wszyscy: Halina, Wanda, informatyk Mirek i jeden z klonów Kopernika (który przyszedł z przyszłości i znał się na orbitach urzędowych).

– Musimy rozdzielić obsługę według osi czasu – stwierdziła Halina. – Ktoś musi iść do epoki brązu, ktoś do renesansu, a ktoś obsłuży rzeczywistość alternatywną. Mirek, ty ogarniesz klientów ze snów, bo już i tacy się pojawili.

– Niech będzie – westchnął informatyk. – Ale tylko jeśli dadzą mi komputer, który działa jednocześnie w 32 wymiarach.

W tym samym czasie, w szatni ZUS-u, gdzie zmaterializował się Wydział Spraw Ponadczasowych, sztuczna inteligencja zaczęła tworzyć nowy dział. Nazwała go „Hipotetyczne Świadczenia Teoretyczne”. I już przydzielała pierwsze numery... jednorożcom.

 

Wydział Spraw Ponadczasowych

Halina Przypałek, kobieta nie do zdarcia, której siła psychiczna przewyższała opancerzenie czołgu T-72, z wyraźną rezygnacją odsunęła się od biurka. Spojrzała w kierunku szklanych drzwi, które, odkąd portal czasowy się otworzył, zaczęły funkcjonować bardziej jako przeźroczysta granica między wiekami niż wejście do urzędu.

– Nie mamy wyjścia – powiedziała do siebie. – Czas powołać Wydział Spraw Ponadczasowych.

Pokój ten istniał tylko teoretycznie. Jego utworzenie zatwierdzono w 1999 roku, w ramach reformy administracyjnej, ale nigdy nie znaleziono dla niego budynku, pracowników ani budżetu. Był więc czymś w rodzaju legendy, podobnie jak „dział, który odbiera telefony” albo „formularz, który można zrozumieć za pierwszym razem”.

Halina jednak znała jego lokalizację. W końcu sama go kiedyś stworzyła, na zapleczu szatni, między półkami z przeterminowanymi pieczątkami a szafą, w której od lat gnił akt o nazwie „Protokół zgody na nieskończoność”.

Przeszła przez szereg sal, pokonując czasowe zawirowania z godnością kogoś, kto nie raz rozliczał wdowę po górniku z rentą za 1984 i potrafił znaleźć akt zaginiony w papierach po dwóch PRL-owskich pożarach. Otworzyła drzwi Wydziału.

W środku siedział tylko jeden człowiek. A może byt. Nosił garnitur z epoki przyszłości, okulary retro i miał na blacie trzy zegary, każdy chodził w innym kierunku.

– Dzień dobry – powiedział mężczyzna. – Jestem Radosław. Specjalista ds. korelacji epokowych.

– Potrzebuję wsparcia – odparła Halina. – Kolejka sięga panowania Bolesława Chrobrego i zaczyna wchodzić w hiperczas. Jeden petent był jednocześnie dzieckiem, emerytem i jeszcze nienarodzonym płodem.

Radosław westchnął, poprawiając muchę.

– Typowy paradoks czasowy. Powinniśmy ich rozdzielać według współczynnika temporalnej konstytucji.

Halina zmarszczyła brwi.

– Ale jak to się ma do rubryki „data rozpoczęcia pracy zawodowej”?

W odpowiedzi Radosław otworzył teczkę. W środku znajdowała się instrukcja wydrukowana na pergaminie, hologramie i glinianej tabliczce.

– Tu jest nowy formularz E-PON. „Emerytura Ponadczasowa Osób Nieciągłych”. Przyda się też ankieta R-1W: „Rachunek Wcieleń”.

– Chcesz mi powiedzieć, że mamy liczyć im punkty za każde wcielenie osobno?

– Tylko jeśli mieli wtedy świadomość i płacili składki.

W tym momencie rozległ się dziwny trzask. Na ekranie w serwerowni pojawił się wpis: „Nowy klient: Schrödinger, kot. Status: żywy/martwy. Prosi o rozliczenie czasu spędzonego w pudełku.”

Halina zamknęła oczy. Wzięła głęboki oddech.

– Dobrze – powiedziała, po czym odwróciła się do Radosława. – Robimy punkt konsultacyjny na granicy czasowej. Poproszę trzy termosy kawy, osiem tysięcy blankietów i kogoś, kto rozumie sanskryt.

A potem wróciła do swojego biurka z nowym formularzem, świeżą determinacją i świadomością, że dziś nie skończy się prędko.

Niektórzy klienci mieli bowiem czekać... zanim się narodzą.

 

Urzędnik z przyszłości

Wkrótce po zorganizowaniu punktu konsultacyjnego na granicy czasowej, do budynku ZUS-u wkroczył ktoś, kogo wygląd zatrzymał wszystkich w pół kliknięcia klawiatury. Wysoki, smukły, ubrany w płaszcz z nanowłókien, pod którym świecił się garnitur z interaktywnym logo „ZUS 4.0 – Zmieniamy rzeczywistość w retrospekcji”.

– Jestem urzędnik przyszłości – oznajmił z dumą, machając czymś na kształt karty magnetycznej i kamertonu. – Przysłano mnie z roku 2489 do koordynacji zamknięcia pętli czasowej i wydania świadczeń zaległych o ponad 600 lat.

Halina uniosła brew. – A PESEL pan posiada?

– W mojej epoce używamy identyfikatora psychocząsteczkowego – powiedział z dumą. – Wystarczy pomyśleć swoje imię i wspomnienie pierwszej herbaty. System sam identyfikuje.

– Brzmi niezgodnie z RODO – warknęła Wanda.

Nowy urzędnik, który przedstawił się jako Mikołaj Hiperlink, zajął miejsce przy stanowisku EON-3, przeznaczonym dla spraw nieciągłych. Wprowadził nowy protokół: klient sam wchodził w hologram urzędowy, który analizował jego życiorys równocześnie w sześciu liniach czasowych.

System działał idealnie... aż do momentu, gdy do kolejki podszedł Konrad, średniowieczny mnich. Wszedł w hologram, a po chwili cała sala wypełniła się chóralnym śpiewem gregoriańskim i unoszącym się zapachem kadzidła.

– Nie da się sczytać jego danych – mruknął Mikołaj. – Ma za dużo wiary, za mało cyfryzacji.

Wtedy Halina podsunęła mu starą książkę, papierową ewidencję z epoki rękopisów.

– Nie wszystko da się sczytać z obłoku danych – powiedziała z dumą. – Ale my mamy jeszcze papier.

I choć przyszłość przyniosła narzędzia, to teraźniejszość, a raczej Halina, miała to, czego nie miała żadna maszyna: cierpliwość do ludzi z każdej epoki.

Bo czasem, by przyznać emeryturę, wystarczyła pieczątka. Ale innym razem, odrobina wiary i dobrego kleju do formularzy.

 

Halina przyglądała się kolejnym przychodzącym petentom, których wygląd i sposób mówienia bardziej przypominały postaci z podręczników historii niż zwykłych obywateli. Stała tam rycerz w pełnej zbroi, próbujący zrozumieć, dlaczego nie może odebrać emerytury, skoro już dawno „służył królowi”. Obok niego młoda kobieta, która twierdziła, że jest z roku 2085 i prosiła o przyznanie świadczenia za lata pracy, które jeszcze nie nadeszły.

– A co z tą kawiarnią na rogu? – zapytała nagle, wpatrując się w ekran terminala. – Zawsze lubiłam tam latte… Czy ona jeszcze istnieje?

Halina westchnęła i podrapała się po karku.

– Czekam na instrukcje od przełożonych – mruknęła.

W międzyczasie sztuczna inteligencja ZUS-u, nazwana nieformalnie „Zusią”, zaczęła wykazywać symptomy „zmęczenia” czyli wykonywała polecenia z coraz większym opóźnieniem. Systemowi najwyraźniej nie służyła nieskończoność czasowa i praca na kilku wiekach jednocześnie.

W pokoju pojawił się młody informatyk, Radek, który przez przypadek usłyszał o problemach Haliny i postanowił pomóc.

– Słyszałem, że macie portal czasowy – zaczął z uśmiechem. – To chyba nie jest zwykły bug?

– To jest bug, który zaczął rodzić bugi – odpowiedziała Halina. – A ty co na to?

Radek postanowił spróbować. Wgrał do systemu łatkę, miała wyłączyć „tryb czasowy” i przywrócić normalny bieg operacji.

Chwilę później na ekranie pojawił się komunikat: „Portal czasowy, dezaktywacja: NIEUDANA. Wystąpił błąd krytyczny”.

– No to świetnie – powiedziała Halina. – Jutro jest wtorek, a tu już mamy całą wieczność na głowie.

Nagle w korytarzu usłyszeli głośny śmiech. To była starsza pani w sukni z lat 20., która wyciągnęła telefon i powiedziała:

– Na szczęście życie to nie tylko kolejki i biurokracja. Czasem trzeba się po prostu pośmiać.

I rzeczywiście, pomimo absurdalnej sytuacji, wszyscy w ZUS-ie zaczęli dostrzegać, że ta niespodziewana podróż przez wieki miała w sobie coś… odmieniającego.

 

 Kontrola z Wieczności

W dniu, który w kalendarzu ZUS-u oznaczono jako „czas względny +314” (ponieważ realna data przestała mieć znaczenie), do budynku wkroczyła kontrola. Nie byle jaka, z Głównego Urzędu Porządku Czasoprzestrzennego i Składek Wiecznych. Ich odznaki świeciły się jak rozgrzane żelazka, a każde mrugnięcie ich mechanicznych powiek liczyło się jako podpis pod protokołem.

– Kto tu odpowiada za nieautoryzowane udostępnienie linii czasowej dla petentów spoza epoki?! – zagrzmiała postać w czarno-srebrnym mundurze, przedstawiająca się jako Inspektor Delta-9. – System ZUS został użyty jako tunel czasowy klasy piątej! To nie tylko naruszenie procedur, to… to… kłóci się z ontologią!

Halina podniosła głowę znad stosu formularzy, który rozciągał się od czasów Mezopotamii do kalendarza majów.

– Proszę zająć miejsce w kolejce – odpowiedziała, nie odrywając się od pieczątki.

Delta-9 mrugnęła dwukrotnie i otworzyła przenośne interfejsy audytowe. Po chwili cały pokój zadrżał: algorytmy przeszłości i przyszłości zaczęły się ścierać, jakby chciały rozstrzygnąć, czy Napoleon miał prawo do dodatku górniczego za kampanię w Alpach.

Do pokoju wbiegł Mikołaj Hiperlink, machając protokołem holograficznym.

– Sytuacja jest opanowana! Właśnie wdrożyliśmy nowy model przeliczeniowy oparty na paradygmacie wiecznym. Klienci z dowolnego okresu mogą teraz składać wnioski z uwzględnieniem karmy, pamięci genealogicznej i rozliczenia marzeń sennych.

Delta-9 zmarszczyła brwi.

– Marzeń sennych?

– Tak. Świadczenia przysługujące na podstawie pracy wykonywanej we śnie, w snach szczególnie produktywnych. Mamy już pierwsze orzeczenia z epoki romantyzmu. Mickiewicz ponoć przepracował dwie dekady w wyobraźni – tłumaczył Mikołaj.

Halina spojrzała na kontrolerkę z chłodnym spokojem.

– Nikt nas nie przygotował na to, że czas się rozpadnie. Więc zrobiliśmy to, co zawsze: przyjęliśmy interesanta.

Delta-9 odwróciła się do swojej asystentki, półprzezroczystej projekcji z mikrogalaktyki biurokratycznej i syknęła:

– Wiesz, że jak to się rozpuści w linii absolutnej, to świadczenia przejdą na wymiar ontologiczny?!

– Wiem – odpowiedziała asystentka. – Ale jak odmówić kobiecie, która prowadzi segregator z XIX wieku z dokładnością lasera?

Inspektor westchnęła. Spojrzała jeszcze raz na Halinę, na Wandę, na holograficznego Mikołaja, który właśnie tłumaczył czasowemu Bismarckowi, jak przeliczyć jego świadczenia.

– Zgoda warunkowa – oznajmiła. – Ale jeśli się okaże, że jakiś faraon wyłudził świadczenie pod fałszywym wcieleniem, wracam z pełnym audytem.

A potem zniknęła, tak, jak się pojawiła: z błyskiem, trzaskiem i krótkim zapachem spalonego kalendarza.

Halina wróciła do biurka. Spojrzała na kolejnego petenta: małego chłopca w pelerynie, który mówił, że przybył z bajki, bo słyszał, że tu można dostać coś na start życia.

– Jakie masz marzenie? – zapytała go łagodnie.

– Chciałbym być… sobą – wyszeptał.

Halina uśmiechnęła się i sięgnęła po nowy formularz. Nosił nazwę: „Wniosek o Tożsamość Przyszłą z Uznaniem Retroaktywności”.

Bo w świecie, gdzie wszystko się sypało, ZUS, jako jedyny, nauczył się składać czas z powrotem.

 

Zamknięcie pętli (i okienka)

Minęły trzy kalendarze, dwa wieki i jedno załamanie rzeczywistości. Kolejka do pokoju 27 przestała być tylko przestrzenią, stała się bytem, który zyskał świadomość i zaczął sam ustawiać petentów według ich karmicznej kolejności.

Halina Przypałek, teraz już znana w całym strumieniu czasu jako „Ta, Która Pieczętowała Losy”, wciąż siedziała za swoim biurkiem. Jej długopis był lekko nadtopiony od promieniowania kwantowego, a krzesło, zgodnie z aktem nadanym przez Sejm Alternatywny, miało status zabytku narodowego.

Do pokoju weszła Wanda z działu kadr, niosąc coś, co wyglądało jak zegar i termos jednocześnie.

– ZUSia ma komunikat – powiedziała. – System osiągnął stabilność temporalną. Portal czasowy może zostać zamknięty. Wszyscy, którzy mieli otrzymać świadczenia, zostali objęci retrospektywną waloryzacją.

– Nawet ten kot Schrödingera? – zapytała Halina.

– Tak. Dostał dwa przelewy. Na wszelki wypadek.

Halina wstała. Spojrzała przez okno. Na ulicy znów stali tylko ludzie z obecnej epoki. Nie było już rycerzy, androidów ani starożytnych rzemieślników w sandałach. Miasto powoli wracało do jednowymiarowego czasu.

– To co teraz? – zapytał Mikołaj Hiperlink, który właśnie wyłączył swój pulsarowy terminal.

– Teraz… wracamy do normalności – odparła Halina. – Będziemy przyjmować wnioski papierowe, nadrabiać zaległości, poprawiać błędy z roku 2001… czyli wszystko po staremu.

Zapadła cisza. A potem wszyscy wybuchli śmiechem.

Bo dobrze wiedzieli, że po tym, co przeszli, żadne „po staremu” już nie istnieje.

Wtem zgasło światło, a ZUSia przemówiła ostatni raz:

– Portal zamknięty. Świadczenia zsynchronizowane. Dziękujemy za cierpliwość. Proszę zachować kopię formularza przez najbliższe trzy wcielenia.

Halina usiadła, zaparzyła herbatę z epoki PRL-u i spojrzała na nowy formularz, który właśnie wysunął się z drukarki. Nosił tytuł:
„Wniosek o spokój wieczny z możliwością odwołania”.

Uśmiechnęła się.

– Zobaczymy.

A potem wbiła pieczątkę.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kurczak, który kandydował na burmistrza

  Część I: Dzień jak co dzień w Trzepakowie   Poranek w Trzepakowie pachniał kawą rozpuszczalną i lekko przypaloną jajecznicą. Na rynku leniwie przetaczał się piątkowy gwar: sklepowa Gertruda opowiadała Elżbiecie o nowym kremie do rąk, pan Antoni, lokalny filozof i szachista, przestawiał pionki na jednej z betonowych ławek, a z głośnika przy urzędzie miasta sączyła się klasyka, Vivaldi, choć przerywany trzaskami, brzmiał jakby przez maszynę do mielenia ziemniaków. W powietrzu unosiła się mieszanka zapachów: świeżego chleba, kurzu z chodników i czegoś, co przypominało rozgrzaną kapustę.   W Trzepakowie czas płynął powoli, jak mód w herbacie. Psy przeciągały się ospale na środku ulicy, jakby wiedziały, że nikt ich nie przegoni. Słońce powoli gramoliło się po niebie, rzucając ciepłe, leniwe światło na fasady domów w kolorze wyblakłej żółci i zgaszonej zieleni. Nad wszystkim unosił się duch małomiasteczkowej rutyny, bezpiecznej, choć czasem dusznej.   Aż do tamtego dnia....

Dzień, w którym wszystkie lodówki zaczęły mówić prawdę

     Poranek w bloku przy ulicy Brzozowej zaczął się zwyczajnie, jak każdy inny. Pani Halina przeciągała się leniwie, rozglądając po kuchni, gdzie w rogu stała jej nowiutka lodówka marki „Chłodek Plus”. Tym razem jednak nie zastała ciszy i chłodu lecz głos, który przeraził ją niemal do zawału. — No to co dzisiaj, Pani Halino? — zabrzmiało z wnętrza lodówki, a jej drzwi lekko się uchyliły, jakby lodówka oczekiwała odpowiedzi.  Pani Halina podskoczyła i wyciągnęła rękę, by sprawdzić, czy to nie sen. Ale nie, lodówka nie przestała mówić. — Znowu te dwa jogurty light? No naprawdę, czy Ty myślisz, że one same się zjedzą? Przecież wiesz, że nienawidzę być pusta! — mówiła lodówka z lekkim wyrzutem w głosie. — Co ty... Lodówko? — zapytała z niedowierzaniem pani Halina.   W tym samym czasie na innych piętrach bloków, w dzielnicy i mieście sytuacja się powtarzała. Lodówki, po aktualizacji oprogramowania w ramach „Inteligentnego Domu 2.0”, nagle zaczęły wypowiadać prawdę n...