Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2026

Stypendium dla leniwców

  Część 1: Formularz, który wszystko zmienił Uniwersytet Narodowy Nowoczesnych Technologii i Kierunków Niedookreślonych ogłosił pilotażowy program stypendialny dla "innowacyjnych talentów". Formularz zgłoszeniowy liczył 37 stron, z czego 28 poświęcono na "autodiagnozę kreatywnej odwagi" i pole "Napisz coś, co nie istnieje, a powinno". Pozostałe strony zawierały pytania, które zdawały się napisane przez zespół poetów po spożyciu czegoś zbyt fermentowanego: "Gdybyś był smakiem, jakim byś był i dlaczego?" Tego dnia w sekretariacie wyłączył się system reCAPTCHA, a administrator zaspał. W wyniku serii błędów do programu wpłynęło zgłoszenie... z wrocławskiego ZOO. Zgłaszał się Samuel. Trzy palce u każdej ręki, zielonkawo-brązowe futerko i prędkość reakcji zbliżona do filozoficznej kontemplacji. Samuel był leniwcem dwupalczastym, który trafił na formularz po tym, jak ciekawski wolontariusz zostawił tablet z otwartą stroną internetową w pawilonie s...

Instrukcja obsługi człowieka zagubiona w IKEA

    Na dalekiej planecie Zorgon, gdzie powietrze pachniało metalem, a kolory miały odcień monochromatycznego szaro-niebieskiego, przygotowywano się do wielkiego kroku, misji na Ziemię. Nie, nie była to kolejna inwazja, a raczej ekspedycja badawcza. Załoga obcych miała poznać „model człowieka”, tajemniczego gatunku, o którym krążyły legendy.   Kapitan Zxyl, o trzech oczach i sześciu ramionach, spoglądał na ekran, na którym migotały zdjęcia dziwnych istot i ich zwyczajów. Plan był prosty: wylądować dyskretnie, zbadać, a potem wrócić z raportem. Tyle teorii.   Gdy jednak statek rozbił się nieplanowanie na Ziemi, dokładnie w… sklepie IKEA, misja nabrała zupełnie innego wymiaru. Wśród stert płaskich pudeł i instrukcji w niezliczonych językach, kapitan znalazł coś niezwykłego. Pudełko opisane jako „Människohandbok” (Instrukcja obsługi człowieka). – Co to jest? – zapytał porucznik Blip, zaglądając pod pudełko, a jego długie palce nieśmiało przesuwały się po papierze...

Kurczak, który kandydował na burmistrza

  Część I: Dzień jak co dzień w Trzepakowie   Poranek w Trzepakowie pachniał kawą rozpuszczalną i lekko przypaloną jajecznicą. Na rynku leniwie przetaczał się piątkowy gwar: sklepowa Gertruda opowiadała Elżbiecie o nowym kremie do rąk, pan Antoni, lokalny filozof i szachista, przestawiał pionki na jednej z betonowych ławek, a z głośnika przy urzędzie miasta sączyła się klasyka, Vivaldi, choć przerywany trzaskami, brzmiał jakby przez maszynę do mielenia ziemniaków. W powietrzu unosiła się mieszanka zapachów: świeżego chleba, kurzu z chodników i czegoś, co przypominało rozgrzaną kapustę.   W Trzepakowie czas płynął powoli, jak mód w herbacie. Psy przeciągały się ospale na środku ulicy, jakby wiedziały, że nikt ich nie przegoni. Słońce powoli gramoliło się po niebie, rzucając ciepłe, leniwe światło na fasady domów w kolorze wyblakłej żółci i zgaszonej zieleni. Nad wszystkim unosił się duch małomiasteczkowej rutyny, bezpiecznej, choć czasem dusznej.   Aż do tamtego dnia....